Tagi

,

Bartolomé_Esteban_Murillo_-_Saint_Rose_of_Lima     Św. Róża z Limy, od najmłodszych lat, nie jadała nigdy owoców. Każdy zrozumie, kto wie, jak bardzo dzieci owoce lubią, jak heroicznem było to jej umartwienie. Matka jej, która nie wiedziała dlaczego dziecina owoców nie je, przypisywała to naturalnemu wstrętowi i bardzo się temu dziwiła. By odrazę tę przełamać, podawała jej najpiękniejsze owoce. Róża z wdzięcznością dary matki przyjmowała, lecz zamiast je zjadać, dawała je ubogim swoim przyjaciółkom.

 

Gdy raz św. Róża z Limy haftowała, matka kazała jej kwiat jeden z przeciwnej strony wyszyć. – Bez oporu wykonała Róża ten rozkaz; matka jednak przekonawszy się że całość na tem straciła, ostro dziewczynkę za tę jej robotę upomniała. A wiecie dzieci, co na to św. Róża odpowiedziała? „Nie zależy mi matko, jak jakąś robotę wykonam, główną wagę kładę na to, bym ci była posłuszną”.

 

Św. Róża z Limy, – ten piękny kwiat, który pierwszy zakwitł na ziemi południowej Ameryki, nie mogąc ścierpieć piękności swych włosów, własnoręcznie je obcięła. Rodzice jej opowiadają, że by piękną swoją twarz zeszpecić, przykładała na policzki ostrą korę, która je kaleczyła. Zapewne, dzieci kochane, chciałybyście usłyszeć, w jakich to okolicznościach wzbudziła się w sercu Róży ta głęboka pogarda wszelkiej przemijającej piękności.

 
Nie miała jeszcze pięciu lat, gdy brat jej, bawiąc się z nią, odkrył jej głowę i nasypał prochu na jej włosy. Bardzo się z tego figla cieszył,

Róża jednak wcale nim zachwyconą nie była. Obrażona przestała się bawić i chciała odejść. Wtedy brat jej, przybierając ton kaznodziejski, zaczął ostro przemawiać przeciw próżności. Słowa tego dziecka błyskawiczną jasnością oświeciły Różę, zrodziły w jej sercu wstręt do wszelkiej próżności i pragnienie podobania się jedynie Jezusowi.

 

 

Św. Róża z Limy nie brała nigdy udziału w zabawach swych towarzyszek, gdy te przychodziły do niej w odwiedziny. Dziewczynki, chcąc ją do wspólnej zabawy przynęcić, przyniosły jej raz swoje lalki. Prosiły by im Róża swoje pokazała, a gdy ta odpowiedziała, że żadnych nie posiada, ofiarowały jej swoje. Nie przyjęła ich jednak ta święta dziecina, udała się do zacisznego kącika i tam pogrążyła się w modlitwie. Poszedł za nią brat i zapytał, dlaczego, zamiast bawić się, sama w kącie siedzi: „Oh! – odpowiedziała – tu znajduję Boga, nie jestem zaś przekonaną, bym Go wśród lalek znaleźć mogła”.

 
Dnia pewnego, powróciwszy z kościoła ogromnie zmęczona, dla pokrzepienia sił zamierzała przyrządzić sobie trochę ciepłej zupy. W tym celu poszła do ogrodu i zaczęła zbierać potrzebne do kuchni drzewo. Wśród tego zajęcia usłyszała śpiew małej ptaszyny, przerwała swą pracę i słuchała, podziwiając jak pięknie ptaszę to śpiewało Panu. Podczas gdy ono wysilało swój gardziołek na śliczne trele, przyszła jej myśl, która ją zawstydziła i poniekąd na siebie samą oburzyła: „Jakto – powiedziała sobie – podczas gdy pozbawiona rozumu ptaszyna zapomina o pożywieniu, by chwalić swojego i mojego Stworzyciela, ja zamiast ją naśladować, mam o swojem jedzeniu myśleć? Na pewno nie uczynię tego! Chwalmy teraz Boga, na śniadanie będzie kiedy indziej czas”. Święta dziewica mniemała, że kwadrans zaledwie poświęciła słuchaniu śpiewu ptaszka i własnym myślom, nie wierzyła, że kilka godzin na nich spędziła.

 
Roślina, kwiatek, źdźbło trawy, owad, kamień, kawałek suchego drzewa nawet wystarczyłby wznieść duszę jej do Boga i rozpalić jej serce. Podczas Wielkiego Postu 1617 roku, który był ostatnim rokiem życia tej świętej, każdego wieczora, po zachodzie słońca, ptaszyna mała przylatywała na drzewo, pod jej oknem stojące, i tam donośnym głosem śpiewała, zachęcając ją niejako do wtórowania. Posłuszna temu miłemu zaproszeniu Róża napisała wieczorem bardzo piękną pieśń, w której naprzemian zachęca i odpowiada skrzydlatemu swemu śpiewakowi. Codzień przez całą godzinę Róża i ptaszek śpiewali Stworzycielowi swemu hymny pochwalne. Poczem ptaszek odlatywał, by znów dnia następnego powrócić; opuszczeniem tem zasmucona święta, wołała: „Odlatuje mój śpiewak; – Niech będzie pochwalony Bóg mój, który zawsze przy mnie jest!”

 

 

Wybrane fragmenty z: Ks. Jan Berthier, Książka dla dzieci, 1928.