Tagi

, , , , , ,

all-saintsWARSZAWA, w maju 1935 r.

 

Już od roku pozbawiony byłem pracy. Starałem się o nią usilnie, lecz napróżno. Zwróciłem się z gorącą prośbą do Matki Najświętszej i św. Józefa o wysłuchanie mej prośby, jednocześnie zobowiązałem się złożyć ofiarę. Niedługo czekałem. Prośby moje zostały wysłuchane i pracę otrzymałem. Poczuwając się przeto do obowiązku, pośpieszam uiścić się z długu wobec Niepokalanej i św. Józefa i proszę o błogosławieństwo na dalszej drodze mego życia i opiekę nad moją rodziną.

 

Mieczysław Majewski

LWÓW, dnia 4 maja 1935 r.

 
W r. 1932 zostałem zredukowany. Pozostawszy bez pracy i środków do życia, zniszczony materjalnie i moralnie leczeniem chorej od roku żony, nie widziałem już żadnego wyjścia ani znikąd pomocy. Czytając przypadkowo „Rycerza” i znajdujące się tam podziękowania za otrzymane łaski, postanowiłem zwrócić się z błagalną prośbą do Najlepszej Opiekunki pokrzywdzonych i Pocieszycielki strapionych, tudzież do O. Wenantego o pomoc w tak ciężkiem położeniu. Nie zawiodłem się w swej ufności, bo odzyskałem spowrotem rentę niezdolności – Czyniąc zadość złożonemu ślubowaniu, podaję ten objaw łaski do ogólnej wiadomości. Błagam Matkę Niepokalaną, by nie opuszczała mnie nadal ze Swej opieki. Wierzę, że przy Jej pomocy dalsze komplikacje, jak restytucja zburzonego szczęścia małżeńskiego i powrót do zdrowia drogiej osoby znajdą pomyślne rozwiązanie.

 

A. B.

N……………., w czerwcu 1935 r.

 
Przed 3-ma laty stracił mąż mój wskutek redukcji posadę. Wszelkie jego wysiłki, zmierzające do uzyskania jakiejkolwiek pracy, mimo poparcia osób wpływowych i ich osobistą interwencję, były bezowocne. Zrozumiałam wtedy,

że jedynie z nieba spodziewać się mogę pomocy. Zwróciłam się więc do Niepokalanej i św. Józefa z gorącą prośbą o poprawę bytu. Upłynęły jednak długie miesiące, a egzystencja nasza nie uległa zmianie, jakby Matuchna Niebieska wypróbować chciała siłę naszej ku Niej ufności. Mimo to wiara moja nie osłabła, lecz przeciwnie, potężniała, wierzyłam silnie, że pomoc Niepokalanej i św. Józefa będzie tem hojniejsza, im dłużej i wytrwalej o nią prosić będziemy, wszak „od wieków nie słyszano, aby ktokolwiek, uciekając się do Nich i Ich pomocy wzywając, był przez Nich opuszczonym”. I nie zawiodła Ta najlepsza z Matek i Jej św. Oblubieniec. Oto za Ich potężną przyczyną otrzymał mąż mój niespodziewanie posadę, nadzwyczaj korzystną. Dziękuję Matce Najświętszej i św. Józefowi za doznane dobrodziejstwo, powierzam rodzinę mą nadal Ich przemożnej opiece, prosząc równocześnie o błogosławieństwo w pracy dla mego męża.

H.
L. S. Zgodność powyższego potwierdzam: – Ks. B. Wośko

GOSTYNIN, w czerwcu 1935 r.

W czasach dzisiejszych, w dobie okrutnego kryzysu, szalejącego na całym świecie, kiedy miljony ludzi bez pracy, bez zarobków pędzi nędzny żywot, nie będąc w stanie utrzymać siebie, założyć domu rodzinnego, dać utrzymanie swojej rodzinie i przyjść z pomocą swoim najbliższym, – kiedy ciężko jest również i tym, którzy posiadają pracę, ponieważ muszą stale drżeć o nią w obawie, by jej nie utracić, kiedy na każdą posadę oczekuje tysiące ludzi, – przebycie każdego mniej lub więcej długiego czasu na posadzie musi być uważane za znak Opieki Bożej, którą się najczęściej zdobywa uczciwem życiem i modlitwą.

Skończył się 1934/35 rok szkolny, który dla mnie był bardzo ciężki, ale minął on jednak szczęśliwie, bez żadnych większych przykrości, co jeżeli się stało, to przedewszystkiem zawdzięczać muszę opiece Niepokalanej Panny i wstawiennictwu Czcigodnego O. Wenantego.

Dlatego też uważam za swój najpierwszy obowiązek podziękować publicznie Najśw. Marji Pannie za Jej najlepszą i najpewniejszą opiekę nade mną i domem rodzinnym, za Jej błogosławieństwo w życiu i przy pracy, jak również za dowody potęgi stawiennictwa Wielebnego O. Wenantego. – Oby Wszechmocny za wstawiennictwem Niepokalanej Matki Syna Swego wysłuchał modłów naszych i w jaknajkrótszym czasie Czcigodnego O. Wenantego na Swe Ołtarze dla dobra naszego i dobra Kościoła św. wynieść raczył. Za wszystkie łaski najserdeczniej dziękuję Matce Najśw. i Wieleb. O. Wenantemu i proszę o dalszą opiekę nad sobą i rodziną moją.

Z. E., nauczyciel

Prawdziwość powyższego potwierdzam dla większej chwały Niepokalanej. Prefekt szkół powszechnym m. Gostynina, ks. B. Kolator

KOBYŁKA, dnia 2 czerwca 1935 r.

Życie moje, to nieprzerwany łańcuch dowodów Opatrzności Bożej, jaka nieustannie czuwa nade mną i rodziną moją. Ostatnio znów miałem niewątpliwy dowód, że Bóg, o ile doświadcza kogokolwiek, to nigdy ponad jego siły. Przez 23 lata pracowałem w pewnej dziedzinie; pracę swoją rozpocząłem jeszcze w Rosji w 1911 roku, a po przyjeździe do Polski w roku 1920-tym, kontynuowałem ją w instytucjach polskich. Powodziło mi się dobrze. Lecz w ubiegłym roku 1934, po blisko 7-mio letniej pracy, zostałem nagle, bez żadnych powodów, zwolniony. Bez pracy pozostawałem 11 miesięcy. Kołatałem prawie do wszystkich instytucyj, lecz bezskutecznie. Wszędzie spotykałem się tylko ze współczuciem i … odmową.

Zdawało się, że sytuacja była beznadziejna. Lecz ufny w Opatrzność Bożą i w pomoc Tej, Którą zwiemy Matką Najmilszą, Ucieczką grzeszników i Pocieszycielką strapionych, udałem się do Niej o pośrednictwo, dwukrotnie odprawiając nowennę. Jak się później dowiedziałem, żona moja w tymże czasie odprawiła również nowennę do M. B. Nieustającej Pomocy i przez 9 wtorków – nowennę do św. Antoniego. W ostatni 9-ty wtorek żona przystąpiła do Sakramentu pokuty. Wieczorem tego dnia otrzymałem wezwanie, by nazajutrz wstawić się w pewnej instytucji ubezpieczeniowej, celem omówienia kwestji mej pracy. Nie omieszkałem skorzystać z tego wezwania i z dniem 1 czerwca r. b. objąłem stanowisko równorzędne z poprzedniem, utraconem przed 11-tu miesiącami.

Pomoc przyszła niespodziewanie w ostatniej chwili, kiedy zdawało się, że ratunku i wyjścia niema. Zdajemy sobie z żoną sprawę, że nie było to dziełem przypadku, i pełni wdzięczności ku Matce Najświętszej i św. Antoniemu postanowiliśmy podać powyższe do wiadomości w „Rycerzu Niepokalanej”. Czynimy to obecnie i polecamy się nadal opiece Najsłodszego Serca Jezusowego i Jego Matki Niepokalanej.

Niegodni słudzy Marji Marceli i Agnieszka Milewscy

Wiarygodność powyższego opisu stwierdzam: ks. A. Kozarzewski, prob.

Rycerz Niepokalanej, rok XIV, wrzesień 1935, Nr. 9 (165), str. 283-285.

Reklamy