Tagi

, , , ,

3. Przyczyny, sprowadzające rozwój dogmatów.Reni,_Guido_-_Himmelfahrt_Mariae_-_1642

 
Najczęściej okazyą do rozwoju dogmatu były powstające nowe herezye. Rzecz to całkiem naturalna. Jak wyżej powiedzieliśmy, wiele prawd objawionych spokojnie było wierzonych, pośrednio w innych prawdach. Kiedy zaś je heretycy poczęli wprost zaczepiać, musiał ich Kościół bronić. Nie wystarczyło już wierzyć tylko pośrednio w te prawdy.

 
Trzeba było wiernych ostrzec, że prawdy przez heretyków w wątpliwość podawane lub nawet zaprzeczane, są przez Boga z wszelką pewnością objawione. Następowało wtedy owo studyum, o którem mówiliśmy w poprzednim paragrafie dokumentów wiary, i dochodzono do przekonania, że prawda przez heretyków napastowana, jest rzeczywiście przez Boga objawioną, i Kościół, jako nieomylny nauczyciel prawdy bożej, podawał ją wszystkim wiernym do wyraźnego, bezpośredniego wierzenia.
Herezyę to, jako okazyę rozwoju dogmatu, podaje św. Augustyn w tych słowach: „Wiele prawd było zakrytych w Piśmie św., a kiedy heretycy odcięci od Kościoła zostali, poczęli go kwestyami różnemi niepokoić: wtedy okazały się jawne te prawdy (przez badanie), które były dotąd skryte i zrozumianą została wola boża”.


Ale nie trzeba znowu przeceniać wpływu herezyi na rozwój dogmatów. Wpływ ten ważną odegrał rolę w rozwoju nauki Kościoła, ale nie jedyną jest jego przyczyną. Sama nieraz natura nauk objawionych, pociągnęła za sobą ich rozwój. Prawdy boże pobudzają umysł ludzki do wyciągania wniosków, bezpośrednio czy pośrednio z nimi złączonych. Za wyprowadzonym z prawdy objawionej wnioskiem zaraz nasunie się pytanie, czy wniosek ten, jest także przez Boga objawioną prawdą, czy nie? Im dalej studyum teologiczne postępuje, tem częściej umysł ludzki staje przed podobnem pytaniem. Odpowiedź na takie pytania, ogromną nieraz odgrywa rolę w życiu moralnem, w rozbudzeniu pobożności itd.

 
Pytania, o jakich mowa, nie dotyczą wprawdzie prawd, których znajomość jest nam względnie do zbawienia potrzebną, ale jednak mieć na nie nieomylną odpowiedź, wielce nieraz pomaga do lepszego zrozumienia naszego stosunku do Boga i zaciśnienia węzłów z nim nas łączących. Kościół katolicki nie jest znowu na to ustanowiony, aby nam tylko jakby szkic tego niebieskiego gmachu, jakim jest religia podawał, ale by nam cały jego widok odsłonił, całą jego piękność niebiańską przed oczami naszej duszy roztoczył. Stąd naturalną jest rzeczą, że nie tylko prawdy główne naszej wiary, ale i drugorzędne, jeśli się wolno tak wyrazić, ma z depozytu wydobyć i nam okazać. Nie potrzeba tedy aż herezyi, żeby Kościół zdefiniował jaką prawdę, jako od Boga objawioną.

 
I tu się objawia żywotność Kościoła, a zarazem jego prawdziwość. Protestancki kościół podaje swym wiernym martwy kodeks pisma św. i każe im w nim wyczytywać prawdy objawione. Z takiego postępowania jest podwójny skutek możliwy. Albo będzie to faryzejskie trzymanie się litery, a wiadomo, że litera ducha zabija, albo dowolne, według widzimisię każdego tłumaczenie pisma św., a co za tem idzie anarchizm religijny. Szyzma znowu każe uważać za źródło prawd objawionych, siedm pierwszych soborów, tak jakby od tego czasu, żadna herezyja nowa się nie wyłoniła, a która potępić i prawdę zaczepioną zdefiniować potrzeba było, tak, jakby od czasu pierwszych siedmiu soborów, żadna w samym Kościele nowa, a sporna nie powstała kwetya do rozstrzygnięcia, tak, jakby nowe stosunki życia nie domagały się pogłębienia dawnej nauki, rozprzestrzenienia jej widnokręgu, objęcia nią nowych pragnień, potrzeb ludzkości. Kościół katolicki, w rozwoju swych dogmatów, to organizm żyjący, kościół szyzmatycki, to zamarzły razem ze siódmym soborem powszechnym, trup bez życia. Kościół katolicki, posiadając dar nieomylności, nie boi się rozwijać objawionej prawdy, aż do wydobycia z niej ostatecznych konkluzyj, bo wie, że w swych wnioskach się nie pomyli, kościół szyzmatycki, straciwszy w odstrychnięciu się od Rzymu gwiazdę przewodnią prawdy, boi się puścić na rozległe morze prawdy, aby na niem nie zginąć. Tak jak nasienie dębu, zawiera w sobie implicite całą piękność i majestat, mającego z niego wyróść kiedyś króla drzew, i tylko potrzeba mu ożywczego ciepła słonecznego, aby się rozwinąć mogło, tak się rzecz ma i z nauką Kościoła Chrystusowego. Już Apostołowie, otrzymali to boże nasienie mądrości niebiańskiej w depozyt, mieli je siać między wiernych, a ciepło Ducha św. miało to ziarnko gorczyczne rozwijać w wielkie drzewo dogmatów katolickich, tak aby pod niem bezpiecznie mieszkali „ptacy niebiescy”, ludzkość cała.

Reklamy