Tagi

, , ,

Swieta Rodzina2

Otóż to jest wielkie, i ważne zadanie, i wielki obowiązek rodziców i wychowawców: pracować nad kształceniem charakterów dzieci, kształcić je duchowo i zaprawiać je w tej wielkiej pracy i walce w poskramianiu i pokonywaniu tylu ich wrodzonych złych skłonności i namiętności, a przyuczać od najmłodszych lat do zaparcia samego siebie, do wyrzeczenia się swych zachcianek, złych skłonności i swej własnej woli!

5. Obowiązek dobrego wychowania dziatek wynika ze względu na dzieci, czyli rodzice dzieciom swym to winni, aby je jak najlepiej wychować.

     1. Bóg jest wprawdzie na pierwszem miejscu Stwórcą dziatek waszych, ale i wy, rodzice, z daru Bożego jesteście, jakby współstworzycielami i dawcami życia dziatek swoich. A stąd wypływa obowiązek, że jakeście dziatkom to życie dali, tak macie je dalej utrzymywać i o nie się troszczyć i starać; i to nie tylko o życie fizyczne ciała, ale i życie moralne i duchowe.

 
Zwierzęta nie potrzebują takiej i tak długiej opieki, jak dzieci przez długie lata; krowa kilkunastoletnia jest już starą krową, a dziecię kilkunastoletnie jeszcze dzieckiem; dziecko więc przez długie lata potrzebuje długiej i starannej opieki rodzicielskiej, tak co do ciała, jak jeszcze bardziej co do duszy. Od tej opieki rodzicielskiej od najmłodszych lat dziecięcia zleży dalsze życie jego.

 
Otóż to życie ludzkie może być dwojakie: dobre lub złe – szczęśliwe lub nieszczęśliwe, i to tak docześnie, jak i wiecznie; a zależy to głównie od kierunku, jaki rodzice od najmłodszych lat dzieciom nadadzą, od wychowania. Potwierdza to codzienne doświadczenie, wyrażone w starem przysłowiu: >>Czego się Jaś nauczył, tego się Jan nie oduczy<<. Poucza tez o tem i Pismo św. Masz syny, ćwicz je, a nachylaj je z dzieciństwa ich (Ekkl. 7. 25). Młodzieniec wedle drogi swej (czyli od drogi swej, do której przywykł) choćby się zestarzał, nie odstąpi od niej (Przyp. 22. 6). Kierunku życia dziecię samo sobie nie nada, chyba zły, bo do złego każdy skłonny od dzieciństwa swego, jak powiedział Sam P. Bóg do Noego: Zmysł i myśl serca człowieczego skłonne są do złego od młodzieństwa swego (Gen. 8. 21). I dlatego od kierunku dobrego lub złego, jaki mu rodzice nadadzą, zależy zwykle całe dalsze życie jego, a nawet najczęściej i cała wieczność!


     2. Św. Augustyn pisze o sobie, że będąc chłopczykiem 7-letnim był maluczkim człowiekiem, a wielkim już grzesznikiem. Wprawdzie nie miał on wtedy może jeszcze wielkich grzechów i tylko zwykłe dziecięce uchybienia, ale przez te słowa miał on na myśli złość wrodzoną zepsutej ludzkiej natury. Jeżeli się zastanowimy nad tą naszą zepsutą naturą, widoczną nawet w dzieciach od najmłodszych lat, to widzimy w niej wszystkie zarodki przyszłych namiętności i grzechów! Natura dziecięca ma małą świadomość dobrego, jest ona wrażliwą i skłonną tylko na cielesne przyjemności lub cierpienia, zdaje się żyć tylko dla ciała, jest jakby małem zwierzątkiem. Od najmłodszych lat objawia się przewaga zmysłów, chętka dogodzenia tym zmysłom, szukanie dogadzania sobie samemu, a wstręt przyrodzony do wrażeń nieprzyjemnych, niemiłych. Objawy samowoli, sobkostwa, swego chcę i nie chcę, a zwłaszcza tego nie chcę! – o jakże często u dzieci od najmłodszych lat spostrzegać i słyszeć się dają, choć go dziecko jeszcze nawet dobrze wymawiać nie umie, i zamiast nie chcę, mówi >>niecię<<, a jednak to >>niecię<< tak często wymawia!

 
Nieraz nie wola rodziców, lecz samowola dziecka rządzi w domu! Dziecko jest punktem środkowym wszystkiego, wszystko musi jemu ulegać i jego słuchać. Wszystko, co mu się podoba i czego zapragnie i zażąda, musi mieć, i potrafi niestety zbyt często grymasami i płaczem swą wolę, swoje: chcę i nie chcę, przeprowadzić – a niemądrzy rodzice płaczowi dziecka zaraz ulegają i zgadzają się na wszystko, czego dziecko zażąda, choćby nawet zażądało, jak mówi przysłowie, szybki z okna!

 
Już u małych nawet dzieci są widoczne objawy prawie wszystkich grzechów głównych: objawy pychy i próżności, obżarstwa i łakomstwa, nawet objawy zawiści lub zazdrości! Zobaczy dziecko coś u innych dzieci, to i ono pragnie i żąda już mieć to samo: i nie da rodzicom spokoju, aż otrzyma to, czego pragnie. A jaka skłonność do gniewu i zemsty! Objawia się to tem, że dziecko uderzone zaraz i samo do bicia się bierze, i nieraz, – niestety zbyt często – rękę swą na własną matkę je karzącą, a nawet karmiącą podnosi; a rodzice, widząc to, na to nie zważają i to lekceważą, bagatelizują, śmieją się z tego, droczą się, udają, jakby to ich rzeczywiście bolało i tak pobudzają je przez to jeszcze bardziej do złego, zamiast to złe zaraz w zarodku tłumić i wykorzeniać!

 
Dziecię z natury swej jest skłonne do lenistwa, ma wstręt do wszelkiego natężenia się do jakiejkolwiek pracy, do wszystkiego, co wolność jego ogranicza i krępuje, – ale za to do zabawy, rozrywki, aż zbyt jest pochopne. A jeżeli oddaje się jakiej pracy, to bodźcem i pobudką do tego bywa nie miłość pracy, nie spełnienie obowiązku, – ale zwykle tylko chęć pochwały, nagrody, albo unikanie zawstydzenia lub kary, – albo współzawodnictwo, zawiść i zazdrość.

 
Szczerość też i otwartość, która w pierwszych początkach wieku dziecięcego zwykła bywać u dzieci, – nie długo trwa i wnet ustępuje miejsca objawom bardzo niedobrym; dziecię staje się chytrem, obłudnem, wykrętnem, stara się ze swemi wadami i wykroczeniami ukrywać, a schwycone na gorącym uczynku czegoś złego, uniewinnia się sprytnie, wymawia i wykręca, uciekając się nawet wprost do kłamstwa, a niekiedy nawet do potwarzy, zwalając winę na drugich!… Tych złych skłonności dziecięcych jest jeszcze daleko więcej jak zbytnia, niebezpieczna ciekawość, o której przysłowie mówi, że jest pierwszym stopniem do piekła; – dalej lekkomyślność, dokuczanie drugim, wyśmiewanie spostrzeżonych wad nauczycieli, a nawet rodziców samych; a u dziewcząt, nieraz w najmłodszych już latach, próżność, chęć podobania się i zwrócenia na siebie uwagi, a nieraz nawet objawy kokieterji i zalotności i t. d. Jest to prawda, czarny i ponury, ale prawdziwy obraz skłonności dziecięcych, – a i ten jeszcze nie namalowany w całości i w całej jaskrawości.

 
Nie są to wprawdzie jeszcze wielkie wykroczenia i zbrodnie – lecz ich źródła i początki. Ale jak rzeki, i największe nawet, nie są takiemi już u samego źródła, lecz w źródle mają swój początek, tak też rzecz się ma i z temi złemi skłonnościami, które są źródłem wszystkiego złego. Te początki złego są skutkiem grzechu pierworodnego, a w następstwie tego złej, zepsutej natury; – są one już u dzieci, >>niewinnych<< jeszcze, – a cóż się dopiero dzieje z dziećmi starszemi, u których są już objawy własnej złej woli i następstwa tej złej woli. Wtedy te wrodzone złe skłonności, nie powstrzymane zaraz w początkach i nie hamowane, poczynają coraz bardziej się rozwijać i wzmagać, a w dodatku budzą się i inne, jeszcze gorsze złe skłonności, i pod wpływem podrażnionej wyobraźni i nerwów pociągają do coraz większego złego! Ach, ileż to dzieci przez to na ciele i duszy docześnie i wiecznie ginie!…

 
     3. Któż więc z tego nie widzi, jakiej opieki, czujności, starania, kierunku, hamulca potrzebują dzieci, aby te wszystkie wrodzone złe skłonności ich za sobą nie porwały i z dziecięcia Bożego nie zrobiły niewolnikiem złych namiętności, niewolnikiem szatana!… Otóż to jest wielkie, i ważne zadanie, i wielki obowiązek rodziców i wychowawców: pracować nad kształceniem charakterów dzieci, kształcić je duchowo i zaprawiać je w tej wielkiej pracy i walce w poskramianiu i pokonywaniu tylu ich wrodzonych złych skłonności i namiętności, a przyuczać od najmłodszych lat do zaparcia samego siebie, do wyrzeczenia się swych zachcianek, złych skłonności i swej własnej woli!

 
Mówiłem powyżej, że rodzice są ogrodnikami Bożymi. Otóż drzewo w dobrej glebie zasadzone, zaszczepione, starannie pielęgnowane i uszlachetniane, dobrze też rozwija się i będzie pięknem i wielkiem drzewem, przynoszącem wspaniałe i smaczne owoce. Podobnie rzecz się ma i z dziećmi, jeśli są dobrze wychowane, w zasadach i cnotach prawdziwie chrześcijańskich, że wyrosną też na dobrych i cnotliwych chrześcijan. Jeśli zaś przeciwnie, rodzice dziatek swych od najmłodszych lat nie wychowują prawdziwie po chrześcijańsku, to stanie się z niemi to, co z drzewem zaniedbanem, dziko i krzywo rosnącem, że potem, jak z takiego drzewa, tak i z takiego zaniedbanego dziecka pociechy niema!

 
I dlatego powiedziałem, że od pierwszego wychowania dziecka zależy nie tylko dalszy kierunek życia jego, ale i wieczność cała. Bo dziecko, i dobrze nawet wychowane, może wprawdzie także z czasem się zepsuć, ale w gruncie duszy jego ten szlachetny posiew jeszcze głęboko ma zapuszczone korzenie i przy pomocy Bożej te korzenie mogą jeszcze odżyć i na nowo owoce dobre wydać; – lecz gdy od początku zły posiew głęboko korzenie zapuści, to tak łatwo wykorzenić się już nie da, a dobry posiew już trudno się przyjmie. I dlatego dziecko, źle wychowane, prawie zawsze złem pozostanie, złym będzie człowiekiem, złym chrześcijaninem – i na wieki zginie!

 
      4. Dobre wychowanie dzieci jest też największym skarbem, jaki rodzice swym dzieciom zostawić mogą, większym aniżeli wszystkie inne nauki, bogactwa i posagi, jak nas naucza Mędrzec Pański: Nie jest nic lepszego, jak bojaźń Boża, i nic wdzięczniejszego, jak pilnować rozkazania Pańskiego! (Ekkl. 23. 37). – Lepsza jest trocha z bojaźnią Pańską, niż wielkie skarby (Przyp. 15. 16). – Lepsza jest trocha z sprawiedliwością, niż wielkie dochody z nieprawością (Przyp. 16. 18). – Niemasz nic lepszego, jak czynić dobrze za żywota swego (Ekkl. 3. 12). – Nic nie jest złośliwszego, jak miłować pieniądze, bo ten i duszę swą ma sprzedajną (Ekkl. 10. 12).

 
Otóż, rodzice chrześcijańscy! jeśli wam miłe i drogie jest dziecko wasze, drogiem doczesne i wieczne szczęście jego i wieczne zbawienie, to od was to głównie zależy! Wieczne niebo lub, broń Chryste Panie! wieczne piekło dziatek waszych zależy po wielkiej części od wychowania, im od pierwszych latek życia ich dacie! Prowadźcież je więc do nieba!… dajcie im niebo!… Ratujcie je, a tem samem i siebie – od wiecznego potępienia!… To najważniejsze zadanie wasze!…

 
Z tego też wynika, że ten obowiązek dobrego wychowania dziatek mają rodzice i ze względu na siebie samych – o czem jeszcze słów parę.