Tagi

, , , , , , , , , ,

W każdej przygodzie z niezachwianą ufnością śpieszcie do Maryi!

Św. Alfons Rodryguez dawał z niezrównaną dobrodusznością i prostotą tę radę: W każdej przygodzie z niezachwianą ufnością śpieszcie do Maryi!

Jak Święci zapatrywali się na te zewnętrzne praktyki?

 
Święci Pańscy kochali się w różnych zewnętrznych praktykach na cześć Królowej nieba.
Święty proboszcz z Ars, Jan Vianney, uprawiał w swojej młodości winnicę. Miał wtedy zwyczaj na kilka kroków przed sobą wbijać kij w ziemię, a na tym kiju przymocowywał figurkę Matki Boskiej, na którą często spoglądał, a potem wracał do pracy z podwójną gorliwością.
Św. Jadwiga, księżniczka polska, prawie zawsze miała w ręku obrazek swej Matki niebieskiej i trzymając go, umarła.

 
    Św. Edmund, arcybiskup w Canterbury, kazał wyryć na pierścionku: Ave Maria, a w dniu, w którym złożył ślub czystości, włożył ten pierścionek na palec statuy Maryi. Podczas nauki lubił mieć przed sobą obrazek Matki Najświętszej. – Przez to pobożne ćwiczenie – mawiał – nie tylko mój umysł otrzymuje więcej światła, ale i moje oczy mniej się męczą. Tak wiele słodyczy sprawia im widok Tej ukochanej Matki.

 
    Św. Alfons M-a Liguori nie zajął się żadną sprawą bez poprzedniego wezwania pomocy Królowej nieba. Imię Jej umieszczał na początku wszystkich listów i całował miejsce, na którym to święte Imię w książkach było wydrukowane. Wychodząc z domu, udawał się do kapliczki, aby się tam pokłonić Najświętszej Pannie i mówił do Niej z dziecięcą prostotą, że choć się oddala od Jej obrazu, to jednak serce swoje przy Niej zostawia.


    Błogosławiony Henryk Suzo zaraz po przebudzeniu się zwracał swą myśl ku Najświętszej Panience i poświęcał się Jej całkowicie. – Jestem pewny, o Maryjo – zwykł był mówić – że wszystko, co jest ofiarowane Bogu przez Twe najczystsze ręce, choćby to samo przez się żadnej nie miało wartości, będzie jednakowoż przyjęte łaskawie, przez wzgląd na Twą wielką godność. O Matko Jezusa, czyż Syn Twój mógłby odrzucić to, co Ty Mu przedstawisz?

 
    Błogosławiony Alan de la Roche zawsze przed rozpoczęciem nauki przyklękał i odmawiał pobożnie Pozdrowienie Anielskie na cześć Matki Bożej.

 
    Św. Bernardyn Sieneński od dzieciństwa miał święty zwyczaj codziennie rano udawać się do jednej z bram miasta Sieny dla pozdrowienia obrazu Maryi tam umieszczonego. Padał przed nim na kolana i poświęcał się na służbę Matki Boskiej.

 
Młodzieniaszek Henryk d’Osseville wywoływał ogólne podziwienie gorliwością w uświęcaniu nauki nabożeństwem względem Najśw. Dziewicy. Udawał się do Niej ze szczególną prostotą. Jeżeli w zadaniach swoich spotkał jakie trudniejsze miejsce, to skupiwszy się wewnętrznie, odmawiał Zdrowaś Maryjo. Stolik, przy którym pracował, podobny był do małej kapliczki, w której obraz Maryi zajmował pierwsze miejsce. Książeczka „Miesiąc Maryi” była dlań rozkoszą. Każdego wieczora aż do zaśnięcia odmawiał koronkę. Dla przystrojenia ołtarza Maryi, gdyby nie powstrzymywano jego świętego zapału, byłby oddał wszystkie swe pieniądze.

 
W połowie XVIII wieku słynął we Włoszech żarliwością apostolską i niepospolitą potęgą słowa i pióra św. Leonard, rodem z miasteczka Przystań św. Maurycego – Porto Maurizio. Wcześnie go matka zaprawiła do czci Najświętszej Maryi Panny i rokrocznie małego chłopczynę brała z sobą na pobożną pielgrzymkę do cudownego obrazu Maryi. Nauki pobierał w Rzymie, gdzie też po ukończeniu filozofii przywdział sukienkę synów św. O. Franciszka. Naukową pracą i twardym pokutniczym trybem życia zakonnego wycieńczony, już jako kapłan zapadł mocno na zdrowiu. Groziła mu ciężka choroba piersiowa. Wtenczas zrobił ślub na cześć Matki Najświętszej, że poświęci się wyłącznie dawaniu misyj ludowych, a na każdej misji powie jedno kazanie o pochwałach i czci Maryi. Wdzięcznie przyjęła śluby jego Najświętsza Panna i przywróciła mu zanikające siły i zdrowie. Odtąd Leonard nie tylko ustami głosił chwałę Maryi po włoskiej ziemi, ale i w uczonych, a pobożnych książkach ją zaszczepiał i krzewił w sercach ludu.

 
Roku 1888 papież Leon XIII policzył w poczet Świętych ubożuchnego braciszka zakonnego, z zawodu furtiana przez 40 lat, wielkiego czciciela Maryi, św. Alfonsa Rodrygueza. Przeznaczony zrazu do szkół, z powodu przedwczesnej śmierci ojca, musiał przerwać nauki i objąć interes handlowy. W lat kilka potem wszedł w związek małżeński, który pobłogosławiony został dwojgiem dziatek. Bogobojność, stałe, rzewne nabożeństwo do Maryi, zaprawione postem każdej soboty i każdej wigilii świąt Matki Najświętszej, prawość charakteru, rzetelność i pracowitość, zdobiły młodego Alfonsa, kupca z Segowii. Nie tą jednak przeciętną drogą pobożności chrześcijańskiej miał on postępować. Do wyższej i wznioślejszej doskonałości powoływał go Pan Bóg. Więc zabrał mu najprzód ukochaną córeczkę. Nieutulona w żalu, poszła za nią do grobu i młoda matka, a za nią i synek najmłodszy. Alfons pozostał sam, przygnębiony, smutny, lecz nie złamany na duchu. Przyjaciele i krewni namawiali go do powtórnego ożenienia się. On zaś długo modląc się do Maryi, której obraz Niepokalanego Poczęcia był od dawna jakby strażnicą domostwa jego, postanowił opuścić świat i wstąpić do zakonu jezuitów. Potrzebna jednak była dyspensa generała zakonu, bo Alfons przekroczył już 40 rok życia. Dyspensę otrzymał pod warunkiem, że pełnić będzie w zakonie niskie posługi braciszka. Chętnie zgodził się na to i przez lat 40 pełnił obowiązki furtiana przy kolegium na wyspie Majorce. Od ciągłego przesuwania paciorków różańcowych palce – wielki i wskazujący – porosły mu grubą skórą. Każdą wolniejszą od zajęć chwilę spędzał na kolanach przed obrazem Niepokalanej. O Jej pochwałach i uwielbieniu rozmawiał chętnie i pouczał przychodzących do furty żebraków i prostaczków. Szanowano go jak świętego. Najznakomitsi kapłani polecali się jego modlitwie. Wyjeżdżającym na misje kapłanom, gdy otwierał furtę, dawał z niezrównaną dobrodusznością i prostotą tę radę: W każdej przygodzie z niezachwianą ufnością śpieszcie do Maryi! Zdrowia był bardzo wątłego. Pan Bóg dopuszczał na niego czasem trwogi i obawy, czy wytrwa w zakonie. On wtedy uciekał się do Matki Bożej i wołał: Pomnij na mnie o Najświętsza Panno, a daj mi moc i zwycięstwo! – Umarł w późnej starości, w 87 roku życia, z krzyżem w ręku, z imieniem Jezus Maryja na ustach.

Reklamy