Tagi

, , , , ,

Takimi mordercami nieraz są właśnie rodzice dziecięcia, których życie bez wiary, złe i gorszące, dzieci na duszy zabija.

A takich morderców dusz wszędzie jest wiele i bezkarnie grasują! Takimi mordercami nieraz są właśnie rodzice dziecięcia, których życie bez wiary, złe i gorszące, dzieci na duszy zabija.

IV. DZIECI.

1. O potrzebie dobrego wychowania dzieci.

 

     Dopuście dziatkom przyjść do Mnie, takowych bowiem jest królestwo Boże (Marek 10, 14). Ktoby zgorszył jednego z tych małych, lepiej mu, aby zawieszono kamień młyński u szyi jego, i zatopiono go w głębokościach morskich! Biada światu dla zgorszenia! (Mat. 18, 6). Oto słowa P. Jezusa.

 
Coraz bardziej powszechne jest narzekanie na coraz większe szerzenie się złego na świecie, zwłaszcza wśród naszej młodzieży. Tej naszej przyszłości i nadziei lepszej doli ojczyzny. Nawet nauczyciele, >>najliberalniejsi<< zresztą, nieraz z tem narzekaniem słyszeć się dają. Mówią, że z młodzieżą ciężki krzyż mają, że niema i niej karności, posłuszeństwa i uległości, że są krnąbrni i zuchwali, że się za każde nieraz i najmniejsze upomnienie hardo i ostro stawiają, – że niema u nich porządku, pilności i pracowitości, że jest tylko chęć zabaw… że już nawet studenci gimnazjalni >>bawią się<< w dorosłych i dojrzałych; że do nabożeństwa i modlitwy żadnej ochoty nie mają. Jako dowód na to wystarczy zobaczyć młodzież, zwłaszcza męską, jak się zachowują w kościele, szczególniej podczas wieczornych nabożeństw, n. p. majowych, ilu z nich prawdziwie się modli! – Nieraz nawet zdarza się, że już studenci, z niższych nawet klas, odzywają się z wszelką pogardą religji i Boga Samego!… a nawet nieraz z tem słyszeć się dają: że Boga niema!!


A spytać o to ludzi starszych, to te narzekania jeszcze jaskrawsze, z czego widać, że choć i dawniej pojedyncze wypadki złego były zawsze, ale tak ogólnego złego nie było! Chwasty były zawsze, ale tyle piekących pokrzyw, tyle kłujących ostów, tyle ostrych cierni nie było!… Że tak jest, każdy wierzący i zacny to czuje, – choć niejeden może ze względów ludzkich publicznie tego nie przyzna; że tak jest, dowodem tego, że i nasze gazety nieraz głośno od czasu do czasu z tem się odzywają. – I tak jedna z gazet lwowskich w numerze z dn. 2 czerwca 1904 r. w artykule pod tytułem: >>Nasza młodzież szkolna<< – tak się odzywa:

 
>>Od kilku, może kilkunastu lat, nasza młodzież szkół średnich schodzi na dziwne, a dla Polaka-katolika nierozumiałe tory. Bo oto zdarza się, że chłopak od 15 roku niema wiary – w nic nie wierzy! Bezwyznaniowość, a nią brak wszelkiego ideału, podnioślejszej myśli, patrjotyzmu, oto podkład duszy młodzieńczej!… Gdy się to dzieje z dziecięciem, które matka – (może?) – z całą troskliwością wychowała i w świętości do pierwszej Komunji św. przyprowadziła, od którego ta opiekunka dziecięca swego z taką troskliwością usuwała wszystko, coby jego niewinność i wiarę naruszyło, to już się rodzi w duszy taki ból, taka rozpacz, że i słów na wypowiedzenie boleści tej znaleźć nie można, bo oto objaw straszny, nowy, niezrozumiały; to katastrofa, której skutki są nieobliczalne! – I dawniej zdarzało się, chociaż bardzo rzadko, że ten lub ów młodzieniec, nie dzieciak! – przestał wykonywać praktyki religijne; ale nie zaszedł wypadek – (a przynajmniej nie tyle i nie tak często jak teraz!) – by stracił zupełnie wiarę. Namiętność brudna zeszpeciła duszę, ale nie naruszyła wiary, nie zburzyła potrzeby modlitwy i ufności w Boga. I wystarczyło jedno słowo, jeden jakiś ważny wypadek, zdarzenie, by na nowo wiara ożyła, a zrujnowanego młodzieńca uczyniła wierzącym i praktykującym katolikiem i zacnym synem ojczyzny. – Dzisiaj wszystkie tamy zerwane, kotwice zniszczone. Nie tylko zgasła wiara, ale i religja wszelka! Młodzieniaszek 15-letni nie zna już, co jest modlić się, iść do kościoła, spowiadać się, czcić Chrystusa! Niema dla niego Boga! – O zaiste na taki widok łzy się cisną! Ledwo może dwa albo trzy paski na kołnierzu ma, już utraca wiarę! Kto? Dzieciuch, który zupełnie jest do myślenia, badania i wnioskowania jeszcze nieudolny!… Takie dziecko to, co tacy myśliciele, jak: Długosz, Hozjusz, Skarga, co tacy filozofowie, jak: Libelt, Kramer, Sienkiewicz; co tacy poeci, jak Mickiewicz, Krasiński i t. d.; – co cała przeszłość polska od kolebki narodu po dzień dzisiejszy czciła, miłowała i za największą świętość i skarb nieoceniony – bo jedyny! – ceniła, – to młodzieniaszek taki z lekkiem sercem, a do tego bezmyślnie porzuca i tem gardzi! Dla takiego młokosa przeszłość 6 tysięcy lat wiary wszystkich narodów, a 2 tysiące lat wiary Chrystusowej jest niczem; a owe wspaniałe pomniki wiary są głupstwem, ciemnotą! On nawet nie uważa za godne zajmować się wiarą w Boga!… Skąd się to wzięło?… Może kto odpowie, że namiętności i żądze młodzieńcze to spowodowały?… A czyż to dawniej nie było namiętności i żądz?… Zresztą zepsucie serca nie wywołuje jeszcze zaniku wiary… Gdzież tedy przyczyna złego?<<… Śmiało odpowiem na to, że główną przyczyną tego są sami niewierzący rodzice, – jest brak zaszczepionej a gruntownej wiary od dzieciństwa, jest złe wychowanie! I dlatego takie wypadki u dzieci religijnie wychowanych rzadko się zdarzają! Prawdę tę wypowiedział już stary poeta łaciński Juwenalis: >>Przyczyna zepsucia młodzieży, na która rodzice tak narzekają, jest właśnie w rodzicach samych<<.
I niejeden musi to uznać i powiedzieć: Mea maxima culpa! Moja bardzo wielka wina!

 
Co na to radzić?… Jak temu zapobiec?…

 
Każdy człowiek przychodzi na świat z pewnym zarodkiem złego, już skutkiem ogólnego skażenia ludzkiej natury przez grzech pierworodny, a po części i skutkiem odziedziczonego zepsucia. Ale to złe da się w dzieciństwie uleczyć, a jeżeli temu się nie zaradza, wtedy to wrodzone złe coraz bardziej się rozwija i potężnieje, tem bardziej, jeśli nie tylko złemu zawczasu się nie zapobiega, ale owszem, nawet wszystko się czyni, aby ta wrodzona skłonność do złego coraz bardziej się rozwijała!

 
Otóż każdy sumienny, poważnie myślący i zastanawiający się, musi przyznać, że dziś złemu zawczasu nie tylko się nie zapobiega, ale że wiele czynników przyczynia się do tego, iż młodzież nasza, a przez to i ogół społeczeństwa naszego, coraz bardziej się chyli do złego i do upadku!

 
Każdy uczciwy słusznie oburza się na Heroda, mordującego niewinne dziatki; ale takich Herodów, i stokroć gorszych, jest dziś niestety wielu!… Heród odebrał tym dziatkom tylko ich życie doczesne, a ci nowocześni Herodowie odbierają wielu dziatkom życie stokroć droższe, bo nadprzyrodzone i wieczne! Dzieje się to zawsze, ilekroć ktoś truciznę zgorszenia, grzechu i niewiary, wpuszcza w niewinną dusze dziecięcia i tą trucizną duszę jego zaraża i niejako zabija, bo mu odbiera życie nadprzyrodzone.

 
A takich morderców dusz wszędzie jest wiele i bezkarnie grasują! – Takimi mordercami nieraz są właśnie rodzice dziecięcia, których życie bez wiary, złe i gorszące, dzieci na duszy zabija. Takimi mordercami dusz są często służący i służące, którzy nieraz małe już niemowlęta gorszą i złego uczą, a co najgorsza, że ten zły nałóg, od dzieciństwa wszczepiony, staje się potem nieraz jakby drugą ich naturą i bardzo jest trudny do wykorzenienia. – Takimi mordercami dusz są źli koledzy i towarzysze, którzy złym przykładem, jak też złemi mowami, namowami, podsuwaniem złych książek i obrazów, zaszczepiają jad zgorszenia i zepsucia w niewinne dusze. – Takimi mordercami dusz są też często te nieskromne i bezecne wystawy sklepowe, przedstawienia w kinach, przed któremi codzień widać stojące gromadki dzieciaków, co ciekawie i chciwie im się przyglądają, a przez to potem brudem nieskromności, a nieraz nawet i bezwstydu, dusze swe przedwcześnie kalają!…

 
Któż wyliczy te wszystkie okazje niezliczone zepsucia, wszędzie jakby sidła na dusze niewinne zastawione!… Są to zbrodnie bezkarnie popełniane i o pomstę Bożą do nieba wołające, – na które słońce Boże w dzień, a gwiazdy w nocy patrzą. A zbrodnie te są tem straszniejsze, że następstwem ich jest nietylko zepsucie niewinnej duszy dziecięcia, a przez to często i utrata wiary, ale co gorsza, często i wieczna zguba dusz!

 
A więc trzeba o tem pomyśleć… trzeba jakoś temu zaradzić, wołając w niebogłosy: Ratujcie je!!!

 
Kiedy gdzieś cholera, albo, co gorsza, dżuma wybuchnie i setki ofiar porywa, cały kraj przerażony, wszyscy myślą i radzą nad tem, jak złemu zapobiec, jak zarazie tamę położyć… Kiedy pożar na wsi lub w mieście wybuchnie, dzwonią zaraz na alarm w dzwon pożarowy, aby ludzie na pomoc spieszyli. Tak i ja chciałbym na alarm zadzwonić, wezwać wszystkich ludzi dobrej woli, a przedewszystkiem wszystkich rodziców, mających dziatki, aby pomyśleli o ratowaniu dzieci przed zepsuciem i niewiarą, a przez to i całego społeczeństwa przed straszną zgubą, stokroć straszniejszą od pożaru, cholery lub dżumy! Prawda, że nie wszyscy mogą wszystko robić, ale niech każdy robi, co i o ile zrobić może.

 
W tej książeczce chcę więc jedno zrobić: przedstawić rodzicom i wszystkim wychowawcom ważny ich obowiązek dobrego wychowania dziatek, ich pieczy powierzonych, aby naprzód ten wielki obowiązek dobrze poznali i do serca sobie go wzięli, – a następnie 2-o, jak te dzieci po chrześcijańsku, po Bożemu wychować.

 
Najśw. Rodzino, wzorze i opieko wszystkich rodzin chrześcijańskich, dopomóż mi do tego!

Reklamy