Tagi

,

Najpiękniejszą intencją, najwięcej Maryi przyjemności, a nam pożytku przynoszącą, jest intencja: Twoją wolę spełnić.

Najpiękniejszą intencją, najwięcej Maryi przyjemności, a nam pożytku przynoszącą, jest intencja: Twoją wolę spełnić.

Nabożeństwo stałe

Nabożeństwo do Matki Bożej, o ile ma być prawdziwe, czyli wypływające z wiary, nadziei i miłości, musi być stałe, jak stałą jest wiara, nadzieja, miłość.

 
Żeby jednak nabożeństwo do Niepokalanej było stałe, potrzebne są dwa czynniki: 1) niezmienność przekonań o Maryi; 2) codzienne poświęcanie Najświętszej Panience swych czynności.

 

Niezmienność przekonań o Maryi

Prawdziwy czciciel niebieskiej Panienki nigdy nie zmienia raz przyjętych od Kościoła katolickiego przekonań o godności, wielkości i przywilejach Matki Najświętszej, ale zawsze głęboko wierzy we wszystko, co Kościół katolicki głosi o Maryi przez swych świętych mężów i teologów. Bez względu na jakiekolwiek pokusy, trudności i drwiny wierzy niezachwianie, iż Matka Boża jest godna naszej czci, miłości i całkowitego zaufania, iż najmilszym hołdem Jej składanym jest unikanie grzechów, naśladowanie Jej i uciekanie się do Jej miłosierdzia.


Przekonanie to budzi w naszej woli, wspartej cnotą nadziei i miłości, energiczny wysiłek, by rzeczywiście dla chwały Maryi nie upadać w grzech, stawać się do Niej coraz bardziej podobnym i darzyć Ją dziecięcym zaufaniem, wzywając Ją na pomoc w pokusach, kłopotach, zmartwieniach. Stały ten wysiłek jest najlepszym dowodem niezmienności przekonania rozumu. Cóż by to był za miłośnik Matki Najświętszej, który wczoraj wyznawał Ją Najświętszą ze wszystkich stworzeń, Pośredniczką wszystkich łask niebieskich, Matką miłosierdzia, a dzisiaj przeczy temu słowem lub czynem, bo już Jej nie wzywa, opuszcza praktyki, które na Jej cześć czynić postanowił i gniewa się, gdy u innych widzi serdeczne objawy nabożeństwa do Niej. Taki zmienny czciciel, to człowiek nie mający pięknego charakteru. Nie podoba się on ani ludziom, ani aniołom, ani też Matce Bożej.

 

Codzienne poświęcenie swych czynności Matce Najśw.

 

To ofiarowanie Matce Bożej swej modlitwy, pracy, cierpień, a nawet rozrywki i spoczynku dokonuje się przez prosty akt woli, pragnącej, by przez daną czynność uczcić Matkę Bożą, sprawić Jej przyjemność, uprosić sobie Jej pomoc.

 
Całe życie nasze składa się z poszczególnych czynności. Powtarzają się one codziennie, co godzina i płyną jako woda jedne za drugimi. Śpimy, wstajemy, modlimy się, pracujemy, jemy, odpoczywamy, bawimy się, cierpimy i znowu śpimy i tak w kółko powtarza się to wszystko, wypełniając nasze życie. Skoro więc te czynności poświęcimy każdego dnia przez nadprzyrodzoną intencję Najświętszej Maryi Pannie, wówczas całe życie nasze będzie jednym, stałym nabożeństwem do Matki Bożej, jedną, długą, nieprzerwaną modlitwą, jednym aktem miłości. Wtedy będziemy ciągle czyli stale kochali Maryję, chociaż nie odmawialibyśmy żadnej specjalnej, nadobowiązkowej modlitwy. Intencja po kilka razy na dzień obudzana trzymać będzie wolę przy Maryi, lubo umysł nasz będzie roztargniony z powodu zajęć.
Najpiękniejszą intencją, najwięcej Maryi przyjemności, a nam pożytku przynoszącą, jest intencja: Twoją wolę spełnić.

 
To, co Matka Najświętsza chce, jest zawsze najlepsze, Panu Jezusowi najmilsze i w stosunku do zbawienia tak naszego jak i bliźnich najtrafniejsze i najodpowiedniejsze. Prawdziwy czciciel Maryi wierzy w to i dlatego chce czynić tylko to, czego chce Najświętsza Panienka i dlatego, że Ona tego chce, oraz tak, jak Ona chce. Matka Boża najściślej zjednoczona z Panem Jezusem, niczego nie chce, czego by nie chciał Jezus Chrystus. Zaś umysł Jezusa Chrystusa w Swej mądrości jest nieskończony, jak i świętość Jego woli. Toteż nie może być nic mądrzejszego, nic roztropniejszego, nic odpowiedniejszego, nic świętszego i nic lepszego niż to, co chce Jezus, a tym samym i Maryja.
Tę wolę Jezusa i Maryi widzi miłośnik Matki Bożej w przykazaniach Bożych i kościelnych, w regule, konstytucjach i poleceniach wydanych przez przełożonych, w świętych natchnieniach i w nieuniknionym zbiegu okoliczności.

 
W pierwszej jednak chwili intencja pełnienia woli Maryi: Twoją wolę spełnić – wydaje się obcą pobożności katolickiej.

 
Dobry, gorliwy katolik kieruje się zawsze wolą Bożą. O woli Maryi nie myśli, lubo czci i kocha Niepokalaną serdecznie, jako Matkę swoją Niebieską. Dla niego probierzem moralności i ideałem świętości jest wola Boża. O łaskę pełnienia woli Pana Boga modli się każdego dnia w pacierzu rannym i wieczornym: Bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi. Najwyższym Prawodawcą jest Pan Bóg. Od spełnienia Jego woli zależy nasze zbawienie. Najświętsza Panna jest wprawdzie Matką Bożą, ale w porównaniu z doskonałościami Pana Boga jest Ona nieskończenie niższa, jest tylko dziełem Jego woli. Zatem, wobec tych prawd, czy oglądanie się w życiu wyłącznie na wolę Maryi da się pogodzić z duchem katolicyzmu? Najzupełniej, ponieważ wola Niepokalanej jest ta sama, co wola Pana Boga.

 
Najświętsza Dziewica jest co prawda tylko stworzeniem Bożym, całkowicie zależnym od Swego Stwórcy, ale jest Ona zarazem dziełem najdoskonalszym i najświętszym, jest wiernym odbiciem doskonałości Pana Boga i Jego świętości. Stopień zaś świętości każdego stworzenia zależy od zjednoczenia woli jego z wolą Bożą. Im większa świętość, tym ściślejsze zjednoczenie. A ponieważ Matka Najśw. doskonałością Swoją przewyższa wszystkich aniołów i Świętych, więc też Jej wola jak najściślej jest zjednoczona i utożsamiona z wolą Bożą. Bł. Ludwik M-a Grignon mówi trafnie: Maryja nie prosi o nic, nie żąda niczego, nie czyni nic, co by się sprzeciwiało przedwiecznej i niezmiennej woli Bożej. O dosk. nab. str. 24. Ona żyje i działa jedynie w Bogu i przez Boga. Zatem spełniając wolę Maryi, pełnimy tym samym wolę Bożą.

 
Mówiąc, że chcemy jedynie wypełnić wolę Maryi, nie tylko nie umniejszamy chwały Bogu, ale ją jeszcze potęgujemy, bo uwielbiamy przez to wszechmoc Pana Boga, który tak wzniosłą i doskonałą stworzył istotę, uznajemy Jego przedziwną mądrość, iż podoba Mu się rządzić nami przez Swoje stworzenie, wyrażamy naszą pokorną uległość Jego świętemu postanowieniu, przez które uczynił Maryję Królową nieba i ziemi, Królową nie martwą, bezrobotną, będącą w stanie spoczynku, malowaną, ale Królową prawdziwą, żywą, czynną, kochającą, troskliwie zajmującą się każdym z poddanych Swoich.

 
W roku 1887, w wigilię Niepokalanego Poczęcia, biskup z Leodium, Doutreloux, przybył do Turynu i czynił starania, ażeby w jego mieście biskupim osiedlili się salezjanie. Ksiądz Bosko, święty założyciel tego zgromadzenia, na prośby biskupa rzekł: Księże biskupie, chcielibyśmy bardzo uczynić zadość temu żądaniu, ale jest to niemożliwe z powodu braku odpowiedniego personelu. – Nazajutrz rano ks. Bosko zawołał jednak swego sekretarza księdza Viglietti i rzekł: Czego chce Najśw. Panna, musimy chcieć i my. Otóż Najśw. Panna chce, byśmy założyli nasz dom w Belgii, w Leodium, mieście Przenajśw. Sakramentu i czcili Jej Boskiego Syna tam, gdzie miały początek procesje Bożego Ciała. Napisz do biskupa Leodium, że przyjmujemy jego propozycje i że będzie miał salezjanów w swej diecezji. Żywot ks. Bosko przez Francesia str. 312.

 
Najśw. Panna chce – było pobudką dla świętego ks. Bosko do działania tak w tym wypadku, jak w wielu innych. Wiec i my bez obawy sprzeniewierzenia się duchowi katolickiemu możemy pragnąć i wysilać się, by w życiu codziennym pełnić jak najdokładniej wolę Maryi. Tym samym spełnimy wtedy i wolę Bożą w sposób przynoszący Panu Bogu więcej chwały, uwielbienia, miłości.

 

Nabożeństwo bezinteresowne

 

Prawdziwe nabożeństwo do Najśw. Maryi Panny jest bezinteresowne.

 
Głównym czynnikiem bezinteresowności nabożeństwa do Matki Bożej jest doskonała miłość, którą kierujemy się w różnych objawach czci względem Niepokalanej.

 
Bezinteresowność ta nie wyklucza jednak aktów podyktowanych nadzieją. Możemy, a nawet powinniśmy się spodziewać od Matki Bożej nagrody za naszą wierną Jej służbę. Nasze prośby, westchnienia i modlitwy wśród pokus, niebezpieczeństw i potrzeb tak duchowych jak tez doczesnych, przedstawione Pośredniczce ludzkości w tej intencji, by nas wspomagała i ratowała, są Jej miłe, sprawiają Jej prawdziwą przyjemność. Ona bowiem kocha nas, życzy nam dobrze i wygląda tylko sposobności, by dać upust Swemu miłującemu nas Sercu i uczynić nam coś dobrego.

 
Bezinteresowność nabożeństwa do Maryi zabrania tylko samolubnego wyrachowania. Są bowiem tacy, którzy dlatego tylko uciekają się do Najśw. Dziewicy, by wygrać jakiś proces, ujść jakiegoś niebezpieczeństwa, uleczyć się z jakiejś choroby lub w podobnych potrzebach. Inaczej zapomnieliby o Panience Najśw. Fałszywi to czciciele, nie są miłymi ani Bogu ani Jego Matce.

 
Bezinteresowny czciciel Maryi nie służy Tej dostojnej Królowej jedynie dla jakiejś korzyści lub zysku, ani tylko dla własnego dobra doczesnego lub duchowego, lecz dlatego, że warto Jej służyć, a przez Nią Bogu. Nie kocha Maryi jedynie dlatego, że Ona wyświadcza mu dobrodziejstwa, lub że się od Niej dóbr jakichś spodziewa, ale dlatego, że jako Matka Boga, Niepokalana, jako Najświętsza jest godna miłości. I dlatego kocha Ją i Jej służy tak samo w zmartwieniach i w oschłości, jak w czasie wesela duszy i żarliwego nabożeństwa. Kocha Ją tak samo na Kalwarii, jak na godach w Kanie Galilejskiej.

 
Jakże miły i drogi w oczach Boga i Najśw. Panny jest ten, kto nie szuka siebie w usługach, jakie Jej oddaje.

 
Uwiła raz św. Teresa od Dzieciątka Jezus dwa wianuszki z bławatów dla ozdobienia figury Najśw. Dziewicy. Wskazując ten ostatni, rzekła jedna z sióstr: Myślisz zapewne, że ten wianuszek jest dla ciebie przeznaczony? O nie – odrzekła Święta – Najśw. Dziewica zrobi z nim co zechce. To, co daję, jest dla Jej przyjemności. Verb. nov. str. 181.

 
Opowiada O. Auriemma, że pewna uboga pasterka tak kochała Maryję, że za największą rozkosz poczytywała sobie, jeśli mogła iść do jednej kapliczki Matki Bożej zbudowanej na górze i tam modlić się w zaciszu. Owieczki pasły się same, a ona rozmawiała ze swą drogą Matką i oddawała Jej swe hołdy. Ponieważ statua Maryi nie miała żadnych ozdób, zrobiła dziewczynka własnymi rękami płaszcz, a nazbierawszy na łące kwiatów, uwiła z nich wianek, weszła na ołtarz i włożyła go na głowę posagu, mówiąc: Matko moja! Pragnęłabym włożyć Ci na skronie koronę ze złota i pereł, ale jestem uboga; przyjmij przeto ten skromny wianuszek z kwiatów i weź go w dowód miłości, jaką pałam ku Tobie. – W ten sposób starało się zawsze to pobożne dziecko służyć i oddawać cześć swej ukochanej Matce. Przyjemną była Maryi ta bezinteresowna miłość ubogiej dziewczynki, toteż ta dobra Matka hojnie się jej odwzajemniła. Po jakimś czasie zachorowała mała pasterka i była bliska śmierci. Zdarzyło się, że dwóch zakonników przechodziło przez ową okolicę, a zmęczeni podróżą usiedli pod drzewem, aby nieco wypocząć. Jeden zasnął, a drugi czuwał, ale obaj mieli jednakowe widzenie. Ujrzeli oni orszak prześlicznych dziewic, a wśród nich jedną, która przewyższała wszystkie inne pięknością i majestatem. Do niej zwrócił się jeden z owych zakonników i pokornie zapytał: Pani! Kto Ty jesteś i dokąd idziesz? – Jestem – odpowiedziała – Matką Bożą i idę z tymi dziewicami świętymi odwiedzić w pobliskiej wiosce jedną pasterkę umierającą, która mię często odwiedzała. – To rzekłszy, znikła, a obaj zakonnicy zawołali: Chodźmy i my do niej. – Puścili się tedy w drogę, a odnalazłszy ubogą chatkę, w której leżała na słomie umierająca dziewczynka, weszli do wnętrza i pozdrowili ją. Wtedy ona w prostocie serca tak się do nich odezwała: Ojcowie dobrzy, proście Boga, żeby wam pozwolił zobaczyć orszak, jaki mię otacza. – Uklękli zaraz i ujrzeli Maryję, stojącą przy chorej z koroną w ręku i pocieszającą ją miłościwie. Wnet święte dziewice z orszaku zaczęły śpiewać, a podczas tego słodkiego pienia dusza cnotliwej pasterki odłączyła się od ciała. Maryja włożyła na głowę umierającej złocistą koronę i wzięła jej duszę ze sobą do nieba. Uwielb. Mar. str. 61.

Reklamy