Tagi

, , ,

). Najlepszem lekarstwem wtedy jest cichość i cierpliwość, milczenie i gorąca modlitwa! Ach! Ileż zacnych i pobożnych żon tą drogą nawróciło swych mężów i sprowadziło ich napowrót na drogę obowiązku cnoty!

 Najlepszem lekarstwem wtedy jest cichość i cierpliwość, milczenie i gorąca modlitwa! Ach! Ileż zacnych i pobożnych żon tą drogą nawróciło swych mężów i sprowadziło ich napowrót na drogę obowiązku i cnoty!

          2. Prawdziwa miłość to nie jest tylko jakby błysk piorunu, chwilowa namiętność i szał… co tylko na ciało patrzy i rozkoszy ciała szuka… Taka namiętna miłość to jest tylko, jak łatwo zapalna słoma, – co prędko się zapali i płomieniem strzeli, – ale też i prędko zgaśnie; – lub jak proch, co z wielkim ogniem i hukiem wybuchnie, ale po sobie, oprócz trochę dymu i niemiłej woni, nic nie zostawia. Szał miłości prędko ostygnie, ale prawdziwa miłość jest jak słońce, które świecąc i gorejąc, z latami nie tylko nie ostygnie, lecz coraz bardziej gniazdo rodzinne ogrzewać będzie. – Miłość namiętna obudza tylko zazdrość, a miłość prawdziwa wzajemne zaufanie, – a to wzajemne zaufanie jest szczytem miłości i podstawą szczęścia małżeńskiego. Niejedna dała się porwać i ułudzić pozornej miłości, szałowi raczej… i wtedy powiedziała sobie: >>ten będzie moim… albo żaden!<< – tak jakby jej wybrany był ideałem wymarzonym wszystkich doskonałości! Ale takim on nie był… i daleko mu do tego… takim tylko zdawał się być pod wpływem szału miłosnego… I gdy tylko taki chwilowy szał miłosny jest bodźcem małżeństwa – wnet nastąpi okropne rozczarowanie – zwłaszcza jeśli ten narzeczony, a później mąż, nieco ostygnie, zmieni ton swych pochlebstw i uwielbień, jakiemi przedtem tak hojnie, a nieraz i nieszczerze darzył swą narzeczoną przed ślubem lub żonę w pierwszych miesiącach po ślubie.

 

Wzajemne dobre poznanie, to nie jest sprawa kilku dni lub tygodni! Pierwsze wzajemne poznanie i upodobanie, to jeszcze nie jest poznanie zupełne!… Gdy ktoś chce konia na jarmarku sprzedać, to go zwykle przedtem dobrze, jak to mówią, podfutruje… Tak się dzieje, niestety często, i przy małżeństwach… że niejeden lepszym się z początku pozornie przedstawiał, niż był nim w rzeczywistości… Po dłuższem pożyciu i poznaniu dają się dopiero poznać liczne usterki, błędy i wady – a wtedy żona, prawdziwie kochająca, ma się z temi błędami i wadami liczyć… nie zrażać się niemi, ale starać się z miłością, nie odrazu, lecz powoli, cierpliwie je leczyć i poprawiać! – Choroby i rany zwłaszcza zastarzałe, nigdy się nie leczą i nie goją odrazu, lecz powoli. Wzajemne dłuższe pożycie przy prawdziwej, na wierze opartej i z wiary płynącej miłości, uczyni wzajemne błędy znośniejszemi i, choć przyjdą burze, nawałności, mrozy i śniegi, choć młodość przekwitnie, choć twarz zmarszczkami się pokryje, a głowa łysiną, to to wszystko słońca miłości prawdziwej nie wygasi, choć nieraz chwilowo tylko oziębi; bo ta miłość, z łaski Sakramentu płynąca, jest jakby ziarnkiem kiełkującem, które z czasem coraz bardziej wzrastać, rozwijać się, kwitnąć, dojrzewać i owoce wydawać będzie.


          3. jeśli spostrzeżesz, że z jakichbądź powodów pierwotna miłość twoja ku mężowi chłodnąć poczyna, o! to wtedy podtrzymuj i rozdmuchuj tę miłość, bo gdy ona zgaśnie, to i gwiazda szczęścia twego zgaśnie. Żeby ogień w piecu z czasem nie wygasł, trzeba dokładać drew.

 
Człowiek z natury swej od czasu do czasu podlega chorobom; – kiedy kto zachoruje, to nie daje chorobie dalej się rozwijać, ale dbając o swe zdrowie zawczasu szuka lekarstwa, zapobiega chorobie, jej przyczynie i skutkom. Otóż tak z czasem i miłość może trochę ostygnąć i jakby chorować. Tak jak zdrowy i kochający zdrowie czuje swą chorobę – tak i prawdziwie kochająca żona będzie odczuwała tę straszną chorobę wzajemnego oziębienia miłości i będzie tembardziej starała się jej zapobiec i zaradzić. A jeśli przyczyną choroby jest jakiś wrzód, który trzeba przeciąć lub wykroić, to choć to boli, ale poddajesz się operacji, ratując zdrowie i życie. A więc bez litości dla swej miłości własnej szukaj tego chorobliwego wrzodu, co jadem swym zatruwa szczęście miłości waszej małżeńskiej… Przyczyny tej choroby szukaj nie tylko w mężu, ale z całą miłością prawdy i z pokorą poszukaj jej i w sobie samej!

 
Niejedna żona chce sama tylko być kochaną, a nie poczuwa się do obowiązku wzajemnego, aby kochać swego męża, aby się starać jemu przypodobać i dawać mu dowody tej miłości. Chce, aby mąż jej we wszystkiem dogadzał, myśli jej zgadywał, był sługą jej; a sama niedbała, niechlujna, nieprzystępna, kapryśna, gorzka, – nie stara się mężowi we wszystkiem godziwem dogodzić… I cóż dziwnego, że serce mężowskie potem dla niej oziębnie. Skoro sama chcesz być kochaną i mieć dowody tej miłości, czyń to wzajemnie, odwdzięczaj się miłością za miłość!… Nie bądź więc tylko samolubną, szukającą tylko swej woli i swych zachcianek, ale staraj się z miłością ku mężowi nie czynić tego, czego on nie lubi i nie chce, ale przeciwnie staraj się wyrozumieć jego upodobania i w twoim i jego ubiorze, w jedzeniu, porządku i t. d. Nie domagaj się od niego nigdy czegoś takiego, na co niechętnem okiem patrzy, czego on nie lubi i nie chce… Nie żądaj od niego pieniędzy na niepotrzebne wydatki i stroje, zwłaszcza, kiedy go na to nie stać. Nie gderaj, nie uskarżaj się ustawicznie na to, co ci niemiłe i nieprzyjemne, a w czem on może, pomimo najlepszej woli, pomóc i zaradzić nie może. A nawet, choćby ci on w czem i przykrość wyrządził, znieś to cierpliwie, zmilcz, a wtedy pokażesz mu prawdziwą miłość, bo miłość, jak mówi św. Paweł: wszystko znosi, wszystko cierpi, wszystko wytrwa!

 
Najczęściej też przyczyną tego oziębienia miłości bywa, że żona na kogo innego zwraca swe oko i swoje upodobanie… że w kim innym poczyna znajdować lepsze zalety, więcej serca i współczucia, że poczyna się dzielić miłością swoją z kim innym i w miarę tego poczyna stygnąć jej miłość i przywiązanie do męża. – O! gaś w zarodku tę pierwszą iskrę, opieraj się początkom tej strasznej trucizny, mogącej na zawsze zatruć twe szczęście małżeńskie!… Na to mi może niejedna powie: >>Ja nie chcę niczego złego, ani do tego nie dopuszczę<<. – A ja ci na to powiem, że z jadowitym wężem nikt się nie pieści!… jedna iskra wystarczy nieraz, aby cię jak beczkę prochu zapalić, aby namiętność twą obudzić. Bądź ostrożna! Możeś kiedy widziała dzieci zbierające różne jagody. Wśród tych jagód dziecko nieraz niebacznie zerwie jagody dzikie, trujące. Matka, zobaczywszy te jagody w rękach dziecka, ze strachem i przerażeniem wyrywa je z rąk dziecka, a dziecko, z pewnym żalem do matki się odzywa: >>Mamo, to słodkie!<< Tak słodkie, ale trujące, ale śmierć przynoszące! Taką słodką, trującą jagodą są te tak zwane >>flirty<<, – te miłostki niedozwolone, które zatruwają miłość i szczęście małżeńskie! Daremnie pragnąć i szukać będzie lekarstwa, szukając szczęścia poza szczęściem miłości małżeńskiej! Możesz wprawdzie znaleźć chwilowy szał i upojenie, jakie znajduje niejeden w pijaństwie, ale prawdziwego lekarstwa i szczęścia nigdy!… Niejedna obudzi się z tego szału, niestety zapóźno, dopiero może przy śmierci i na sądzie Bożym, ale obudzenie się z tego szału, wcześniej albo później, tem większem rozczarowaniem i goryczą napełni jej duszę!

 
A choćbyś, po sumiennym nawet obrachunku sama z sobą, spostrzegła, że nie masz nic sobie do wyrzucenia, i że cała przyczyna oziębłości jest po stronie męża i jego winą, to i wtedy nie zapominaj, że mąż twój to niejako połowa twego własnego >>ja<<, to jakby połowa twego ciała i twej duszy i twego życia, to i wtedy staraj się także tę chorobę leczyć tak, jakbyś siebie samą w chorobie leczyła. Wtedy trzeba tem więcej cierpliwości i ofiarności, bo, gdy choroby tej nie uleczysz, to ona się jeszcze pogorszy i bardziej rozwinie, to oziębienie miłości jeszcze się powiększy, to rozdział między wami będzie bardziej przepaścisty! – Być może, że męża twego usidliła jakaś zdrożna, występna niewiasta, (ach! któż nie wie, do czego zdolne są Putyfarowe, a było i jest ich na świecie tyle!) – o, wtedy nie bądź zbyt zazdrosna, o siebie i o wzgardzoną swą miłość, nie objawami swej zazdrości i gorzkiemi wyrzutami staraj się leczyć męża swego z tej choroby, bo tembeś chorobę może i powiększyła, byłoby to może dolaniem oliwy do ognia! ale postępuj z nim tak jakbyś chciała, aby z tobą samą w podobnym nieszczęśliwym wypadku Bóg i ludzie postępowali. Pamiętaj na słowa pacierza: odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom; pamiętaj na słowa P. Jezusa: Takci i Ojciec niebieski uczyni wam (nie odpuści wam), jeśli nie odpuścicie każdy bratu swemu i (mężowi swemu) z serc waszych. (Mat. 18. 35). Najlepszem lekarstwem wtedy jest cichość i cierpliwość, milczenie i gorąca modlitwa! Ach! Ileż zacnych i pobożnych żon tą drogą nawróciło swych mężów i sprowadziło ich napowrót na drogę obowiązku cnoty! Wiem i pojmuję, że rana sercu twemu zadana jest bolesna i bardzo bolesna, ale jeśli, zamiast w złości i przekleństwie, pociechy i ratunku szukać będziesz u Boga i miłosiernego Serca Jezusa i w różańcu, pobożnie do Ucieczki grzesznych, Marji, odmawianym, znajdziesz je z pewnością i rana się zagoi i będzie potem chlubną odznaką twoją, tak jak dla żołnierza chlubą są rany na polu bitwy odniesione.

 
W mieście N. widywano co dzień o tej samej porze jedną panią wychodzącą za miasto do pobliskiego kościoła, słynnego z cudownego obrazu Najśw. Marji Panny. Była ona młodą, bardzo przystojną. Tam słuchała co dzień Mszy św. i często przystępowała do św. Sakramentów, tam nieraz godzinami klęczała, gorzkiemi zalewając się łzami. Od czasu do czasu towarzyszył jej synek… i nieraz się jej pytał: >>Mamo, czemu w kościele tak płaczesz?<< – ale zamiast odpowiedzi, otrzymywał tylko gorący pocałunek matki. Miała ona czego płakać. Była córką bogatych rodziców, wychowana jak najpobożniej w klasztorze, pobożna i skromna jak anioł. Przed 8 laty wyszła za mąż za bogatego kupca. Pierwsze lata pożycia małżeńskiego były jak najszczęśliwsze. Ale mąż jej miał charakter zbyt lekki i wesoły, co było powodem zguby niejednego szczęścia małżeńskiego. Począł on zbyt często wysiadywać poza domem, przy kieliszku i kartach, którym oddawał się namiętnie, zwłaszcza grom hazardowym. W dodatku popadł w szpony i jednej wdowy, która go uwikłała i usidliła. Żona w cierpliwości znosiła wszystko, – w modlitwie u Matki Najśw., Pocieszycielki strapionych szukając ratunku i siły i pomocy i pociechy. Mąż brnął coraz dalej. Wyrzuty sumienia czyniły mu dom, żonę i dziecko nieznośnemi. Całemi dniami bywał poza domem. Skutkiem tego interes szedł coraz gorzej, wkrótce zbankrutował, wszystko stracił, ale życia nie zmienił. Spowiednik, jak mógł, pocieszał i wzmacniał biedną żonę i do wytrwania zachęcał. – >>Jam Matce Najśw. swój los poleciła i Jej zaufała, i jestem pewną, że Ona mi pomoże<<, było jej jedyną odpowiedzią. Jednego dnia mąż w podochoconym stanie jechał przez miasto wraz z tą niegodziwą niewiastą, z która żył w grzesznych stosunkach, popod sam dom, w którym mieszkała żona. W tej samej chwili wyszła ona z mieszkania i, zobaczywszy to, popatrzyła na niego z takim wyrazem wyrzutu i boleści, że mąż ze wstydu oczy spuścił. Po chwili jednak obejrzał się, widział jak żona stała oparta o dom, bardziej do trupa niż do żyjącej osoby podobna. Od tej chwili widoku tego i obrazu tego nie mógł zapomnieć. Wstawiennictwo Marji i łaska Boża dokonały reszty. Wrócił do domu, rzucił się do nóg żony, przeprosił za wszystko, i otrzymał przebaczenie… od tego czasu stał się innym człowiekiem. Wkrótce z żoną poszedł do cudownego obrazu Marji, tam w spowiedzi św. przeprosił P. Boga. Zmieniwszy swe życie i postępowanie, wkrótce pracą i zapobiegliwością dorobił się znów majątku i był wraz z żoną najszczęśliwszym i najporządniejszym człowiekiem! Oto czego przy pomocy Boskiej dokazała dobra żona swą cierpliwością, ofiarnością i modlitwą!

Reklamy