Tagi

,

Swieta Rodzina       b) Dalszy przymiot miłości wedle nauki św. Pawła jest, że miłość łaskawa jest. Patrz, jak P. Bóg łaskawy dla ciebie! Ty choć grzeszny jesteś, a jednak odważasz się P. Boga o łaski prosić i P. Bóg ci je daje… bo jest łaskawy. Bądźżesz i ty łaskawy dla żony swej i dzieci… nie odmawiaj im łatwo tego, o co cię proszą… nie domagaj się koniecznie tego, od czego się słusznie wymawiają. Żona chciałaby n. p. pójść w tygodniu do kościoła na Mszę św., roboty pilnej domu niema, bądź łaskawym, nie broń jej tego… prosi cię żona o jakieś ubranie, może nawet i niekoniecznie potrzebne… a tyś skąpy, masz twarde serce i nigdy jej próśb uwzględnić nie chcesz, – uwzględnij, jeśli nie zawsze, to choć kiedy niekiedy jej prośby, – więc bądź łaskawym!… Żona twoja ma może biedną rodzinę, siostry lub może nawet i ojca, matkę… prosi cię o pomoc dla nich, a ciebie stać na to: miejżeż serce litościwe, bądź łaskawym!… Prosi cię żona o darowanie kary dziecku, choć może i zasłużonej, podobnie, jak ty prosząc o wstawiennictwo Matki Najśw. u P. Boga za tobą, modlisz się do Niej: >>Ucieczko grzesznych, módl się za nami… O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Marjo!<< – bądżeż i ty łaskawym i litościwym na prośby słuszne żony i miej miłosierdzie!… Bez końca i miary znajdziesz sposobność okazania swej łaski i swej łaskawości… Pamietajże na słowa św. Pawła: że miłość łaskawa jest!


c) >>Miłość złości nie wyrządza<<… czyli nie złości się… Złością nic dobrego nie zrobisz, błędów żony i dzieci nie poprawisz, ale jeszcze bardziej do złego pobudzisz. Jak ty za lada co zaraz wielkim gniewem wybuchasz, złością się unosisz, zaraz żonę i dzieci obelżywemi wyrazami przezywasz, albo co jeszcze stokroć gorsze, może nawet i przeklinasz, pięściami w stół uderzasz – albo nawet do bicia się bierzesz, , o, to złość wyrządzasz i niema miłości w twem sercu!
Powiedzno mi, mój Bracie, czy miłoby ci było, aby cię żona przezywała: nierobą, nicponiem, łajdakiem… psia… i innymi podobnemi wyrazami?… Powiesz mi zapewne, że nie, bo komużby to miłem było… A czemuż ty ją podobnemi wyrazami przezywasz?… Tembardziej, czy miłemby ci było, gdyby cię żona piorunami, szlagami, diabłami okładała, gdyby ci choroby, śmierci, pomsty, kary Bożej i piekła życzyła?… chciałbyś aby cię to spotkało?… Powiesz mi pewnie, że nie, i niechże P. Bóg broni, aby mnie to spotkało! A czemuż ty tyle razy podobne życzenia jej i dzieciom objawiasz?… Czyż to się da pogodzić z miłością jej zaprzysiężoną przed ołtarzem i Najśw. Sakramentem?… Tembardziej, że P. Bóg nam chrześcijanom przezwisk i przekleństw najsurowiej zakazuje i takim najwyraźniej w Piśmie św. wiecznym potępieniem grozi! >>Nie mylcie się! – woła św. Paweł (I. do Korynt. 6. 9), złorzeczący (czyli przeklinacze) nie posiądą Królestwa Bożego!<< Pamiętaj na ten straszny wyrok Boży! Po mowie poznać zaraz, jakiej kto narodowości, bo Polak mówi po polsku, Niemiec po niemiecku, Francuz po francusku. Przekleństwa – to mowa piekielna! W niebie nikt nie przeklina – ani w niebie żadnego przeklinacza nie będzie, chybaby się który nawrócił, pokutował i poprawił… Ty mówisz, żeś ty chrześcijanin, – a tak często mówisz tym językiem piekielnym! Zastanówże się nad tem i pracuj nad swoją poprawą!… Tembardziej, że przezwiska i przekleństwa z jednej strony wywołują je zwykle i z drugiej strony, – i tem nikogo nie poprawisz!
Jak uderzysz stalą o twardy kamień, – to iskry polecą… a jak o coś miękkiego, to ani hałasu, ani iskier niema. Kilku spokojnemi słowy, ze serca do serca powiedzianemi, więcej dobrego zrobisz, aniżeli gorączką burzliwą, hałasem i krzykiem, choćby godzinnym, a tembardziej przezwiskami szkaradnemi i przekleństwami! Św. Salezy słusznie mówi, że kroplą miodu więcej much złapiesz, aniżeli całą beczką octu! Zwłaszcza, jeżeli masz żonę prędką, popędliwą, kłótliwą, wtedy tem bardziej na to uważać powinieneś, bo do ognia nie trzeba drzewa dokładać, a tem mniej nafty dolewać; wszak tem nie tylko ognia nie ugasić, ale jeszcze bardziej ogień podniecisz… Kiedy drzwi skrzypią, nalejesz kilka kropel oliwy, a skrzypienie ustanie… Kiedy burza się sroży i morze rozhukane, to wtedy na morze koło okrętu wylewają oliwę, a bałwany morskie koło okrętu w tej chwili się uśmierzają. Podobnie kiedy nieporozumienie jest między tobą a żoną, nalej kilka kropel oliwy miłości – a zgrzyt ustanie… i bałwany rozhukane się uśmierzą. I odwrotnie, – jak mąż z żoną, tak i żony powinny z mężami gniewliwymi postępować. Znałem jedno małżeństwo, w którem mąż był wielki gorączka i bardzo gniewliwy i do złości prędki, a żona spokojna, łagodna, cierpliwa. Kiedy mąż najbardziej się złościł, to wtedy ona milczała i tylko spokojnie do niego się zaśmiała, – a tem złość mężowską w jednej chwili uśmierzała. Oby tej zasady trzymali się wszyscy małżonkowie, mężowie i żony, to nie byłoby wtedy między nimi tyle hałasów i kłótni i gniewów i złości i tyle zgorszenia i Boskiej obrazy!
Miłość dalej złości nie wyrządza! Oj, wielki to i bardzo ważny przymiot miłości! Miłość złości nie wyrządza, nigdy nie robi na złość, na przekorę! Oj, gdyby na to mężowie pamiętali, a niemniej i żony! Tam, gdzie jedno drugiemu robi na złość, na przekór, tam niema prawdziwej miłości!… Cóż to znaczy na złość robić?… Znaczy to robić coś takiego, o czem wiesz, że to drugiemu przykrem, bolesnem będzie, a przynajmniej być może, a robić to nie z miłości, nie dlatego, że to koniecznie potrzebnem, ale li tylko dlatego, żeby drugiemu przykrość zrobić, żeby mu dokuczyć. I tak n. p. wziąłeś żonę biedną, nie wziąłeś za nią posagu, wiedziałeś o tem i nikt cię nie przymuszał do tego… a potem to żonie wyrzucasz w oczy i wypominasz. Patrz, to robisz na złość… Masz może żonę z jaką naturalną wadą i ułomnością, albo chorą, nie może pracować, tak jakbyś chciał, a ty jej to wyrzucasz; oj! To na złość jej robisz i wielką i bardzo wielką boleść jej sprawiasz i chorobę jej jeszcze powiększasz. Masz żonę bezdzietną… tybyś rad mieć potomstwo… a cóż ona biedaczka winna temu? Wszak i ona może bardzo pragnie tego, ale P. Bóg nie daje, a może i z twej winy… a ty jej to wyrzucasz i cierpko w oczy ciskasz, – oj, na złość jej robisz i wielką jej boleść sprawiasz i możesz żonę tą złośliwością swoją pchnąć nawet na bezdroża. Żona twoja może się w czem zapomniała, może w czem zbłądziła, bo ludźmi jesteśmy, może nawet i bardzo upadła, ależ już P. Boga i ciebie przeprosiła, już się poprawiła, – a ty jej tego zapomnieć nie chcesz i od czasu do czasu wciąż jej to wypominasz – ot dokuczasz jej i na złość robisz. Przecież i ty jesteś nie bez grzechu wobec P. Boga, a przecież P. Bóg, jak ci przebaczył, to wszystko ci darował i zapomniał. – Słowem wiesz, że ona tego lub owego nie lubi, że to lub owo jest jej przykre, a ty właśnie to robisz, żeby jej dokuczyć: wtedy to na złosć robisz. Zaiste tam, gdzie jedno drugiemu na złość robi i dokucza, tam niema prawdziwej miłości! Zastanów się, czy nie masz ty tego zwyczaju?… Poznaj tę złą wadę i popraw się, bo tem najbardziej miłości się sprzeciwiasz i miłość niweczysz!