Tagi

, , , , ,

Pius IXRozwój nauki katolickiej, płynący z dogmatycznych decyzji nieomylnego urzędu nauczycielskiego Kościoła, nie sprzeciwia się bynajmniej niezmiennej jedności tejże. Już w 434 roku pisał Wincenty z Leriny: „W Kościele katolickim jest postęp, rozwój, lecz niema zmiany; przez rozwój staje się rzecz większa, lecz pozostaje zawszę tą samą. Zmiana zaś czyni z jednej rzeczy inną.” Następnie wykazuje ten wielki myśliciel, że człowiek pozostaje tym samym, mimo zmian, jakie się w nim dokonują. Wreszcie dodaje: „tak samo musi chrześcijański dogmat, chociaż zawsze nie sfałszowany i w istocie swej niezmienny, wzmagać się z czasem i powiększać się z latami…” W dekretach soborów rozjaśnia i rozszerza Kościół tylko to, co od dawna wierzono. Artykułu wiary, które Kościół otrzymał od pierwszych chrześcijan, drogą ustnego podania czyli Tradycji, a które później w autentyczny sposób spisane zostały tak, że w kilku słowach mieściło się wiele poważnych prawd, otrzymują w soborach wyjaśnienie w liczniejszych nowych słowach, lecz to nie stanowi nowych dogmatów. Jeżeli więc nieomylna władza ogłasza dogmaty, to nie tworzy nowej wiary, lecz zatwierdza tylko wierzenia pozostawione przez apostołów, wyciskając na nich niejako pieczęć swej nienaruszonej powagi czy swego nieomylnego rozstrzygnięcia, jak tego wymaga interes religijnej prawdy zawartej w dogmacie. Tak więc może się powiększyć liczba dogmatów „artykułów wiary”, w Kościele katolickim, a jednak nie przybywa mu stąd nic nowego do wiary. Tym sposobem rozwinęła się nauka wiary katolickiej w ciągu wieków, tak też będzie się rozwijała i nadal, ale wiara pozostanie ta sama i niezmienna.

Ten rozwój, ten postęp wiary wobec jej niezmienności nie przedstawia więc nic przeciwnego rozumowi. Owszem w tem pokazuje się jeszcze jaśniej i świetniej boski charakter początku tej wiary. Bo, jeśli katolicyzm z Boga pochodzi, to jest rzeczą wymaganą przez sam rozum, że pozostaje zawsze niezmiennym, jak jego Twórca. Również rozumną rzeczą jest, że Kościół błyszczące promienie swej niezmiennej nauki wysyła do serc wiernych za pomocą jasnego i dokładnego wykładu, a tym sposobem albo zapobiega możliwym występom nowinkarzy, albo zgubne ich knowania zbija.

A postęp ten, ten rozwój nie ogranicza się do definicji dogmatycznych Kościoła. Pokazuję się także w tłómaczeniu, w dowodach, w rozbiorze prawd objawionych, w zbijaniu zarzutów, które czyniono Kościołowi, w zwyciężaniu trudności, które go spotykały, nawet w niektórych kwestjach z początku spornych, które załatwiono rozprawami, przy których nie potrzeba było Kościołowi występować ze swą nauczycielską powagą.

Chociaż więc widocznym jest postęp w katolicyzmie, postęp zupełnie uprawniony; postęp przy zachowaniu niezmiennej nauki, to jednak potępia Kościół otwarcie i głośno każdą zasadę, tak zwanego humanitarnego postępu, według zdania postępowców, którzy, jak to najczęściej bywa chcą postawić człowieka w miejscu Boga. Podług takich postępowców jest Boska religja prostym produktem ludzkiego ducha, może trwać tylko jakiś czas, a potem musi ustąpić przed racjonalizmem. Jeśli więc Kościół katolicki odrzuca taki postęp, to wypełnia tylko swój obowiązek. Dowodzi zaś tym sposobem, że jest niezniszczalnem dziełem Boga na ziemi, które dopiero z wygaśnięciem ludzkiego rodzaju się skończy. Oświadcza, że od Boga otrzymał prawdy wiary i obyczajów, których zachowanie doprowadzi ludzi niewątpliwie do nadnaturalnego celu, wytkniętego im przy stworzeniu. Pominąwszy nawet powagę Boską Kościoła, zgodzimy się na to, że Kościół postąpił zupełnie logicznie, gdy w Koncyljum Watykańskiem wykluczył ze swej społeczności tych, którzy twierdzą, że: „człowiek może i musi osięgnąć wszelką prawdę i wszelakie szczęście sam przez siebie i przez ciągły postęp”. – Sess. 3, Cap III, can. 2.-

 

Katolicyzm i rozum zgadzają się, ks. kanonik E. Barthe, rozdział XII, wydawnictwa O.O. Franciszkanów 1929

Reklamy